wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 1 - Zaginiona Dziewczyna



Jared był wkurzony.
            Nie zdenerwowany i nie zirytowany. Nie tysiące-innych-synonimów, Jared był najzwyczajniej ostro wkurzony.
            A zwykle można było o nim powiedzieć wiele zupełnie innych rzeczy. Potrafił być spokojny, jeśli tego wymagała sytuacja. Był cierpliwy, umiał chłodno ocenić swoje położenie, dopiero potem działać. Rzadko się denerwował, można powiedzieć, że pod tym względem całkowicie różnił się od swoich zbuntowanych rówieśników.
            Dlatego swój aktualny stan usprawiedliwiał wieloma godzinami, spędzonymi na chodzeniu tam i z powrotem po całym mieście. Dzięki temu, że trwały jeszcze ferie zimowe, mógł śmiało powiedzieć, że był na nogach cały dzień. W końcu wyszedł rano, a teraz znowu zaczęło się ściemniać. Był głodny i zmęczony, a na dodatek miał wrażenie, że obie dolne kończyny nadają się już tylko do amputacji.
            Dopiero gdy znalazł się na parkingu przy małym supermarkecie, zatrzymał się. Gdyby nie to, że był ostro wkurzony pewnie uśmiechnąłby się na widok granatowego citroëna, który właśnie zahamował parę metrów od niego. Teraz po prostu otworzył drzwi pasażera i wepchnął się bezceremonialnie do środka.
            – Ty jesteś jakimś idiotą? – warknął w stronę kierowcy. – Dziesięć razy do ciebie dzwoniłem!
            – Nie bulwersuj się – uśmiechnął się Peter. – Podobno robią się od tego zmarszczki.
            Jared prychnął, obrzucając kolegę krytycznym wzrokiem. Jego prawie białe włosy były roztrzepane w każdą stronę, jakby dopiero wstał, a na twarzy miał pełno brudnych smug, co nadawało mu wygląd górnika. Właściwie, to Peter zawsze tak wyglądał, a Jared nigdy nie mógł tego zrozumieć. Znał wielu chłopaków z fascynacją do motoryzacji, ale oni nigdy nie wyglądali jak Peter.
            – Zamontujesz sobie w końcu kiedyś prysznic? – zadrwił Jared.
            Mimo brudu w błękitnych oczach Petera, wciąż błyszczało rozbawienie.
            – Mam prysznic, czyściochu. – odparł chłopak. – Motor mi nawalił i jeszcze nie wiem czemu, a ty, jak już wspomniałeś, dzwoniłeś do mnie dziesięć razy.
            – Zaraz wciśniesz mi kit o twojej słodkiej trosce? – spytał Jared.
            Peter zaśmiał się.
            – Skoro nie chcesz, to nie. O co ci właściwie chodziło?
            – Mam misję – wywrócił oczami Jared i opuścił samochodowe lusterko. Przyglądał się przez sekundę swojemu zmęczonemu odbiciu i stwierdził, że nie wygląda wiele lepiej niż Peter. Przeczesał dłonią czarne włosy i postarał się przybrać wyraz twarzy, który nie świadczył o tym, że zaraz zaśnie. Mimo to jego zielone tęczówki pozostały przygaszone. – Moja kuzynka uciekła z domu, każą mi ją znaleźć.
            – Czemu tobie? – zapytał Peter. – Takich spraw nie zgłasza się na policję?
            Jared wzruszył ramionami.
            – Nie wiem. Sprawdziłem domy jej przyjaciółek, ale nie widziały jej.
            – Albo tylko ci tak powiedziały – wtrącił Peter.
            – Może – jęknął Jared. – Osobiście sądzę, że świat byłby lepszy bez tej całej babskiej solidarności.
            Jego przyjaciel uśmiechnął się z politowaniem.
            – Kto ci kazał ją znaleźć?
            – Jej rodzice, moja matka, wszyscy. Człowieku, szukałem chyba w każdym miejscu w którym kiedyś z nią byłem i nic! Gdzie chodzą zbuntowane nastolatki?
            – Wiesz chociaż o co poszło?
            Jared przymknął oczy.
            – Nie. Raczej nie. Wtedy mnie to nie obchodziło!
            – I kto tu jest idiotą?
            Westchnął zirytowany. Czemu piętnastolatki nie mogły funkcjonować jak każdy inny człowiek? Gdyby Cassidy pomyślała przez chwilę logicznie, wiedziałaby, że ucieczka nic jej nie da, a jedynie wywoła większe zamieszanie. Prędzej czy później wróci do domu, bo jakie miała wyjście? Zamarznąć na ulicy? Prawda, śniegu nie było, jednak na dworze utrzymywała się niska temperatura, w której nikt bez kurtki czy płaszcza by nie wytrzymał. Dlatego Jared nie przejmował się tym incydentem, sam kiedyś wybiegł wściekły z domu, ale zanim doszedł do bramki, stchórzył i zawrócił. W końcu wróci i Cassidy.
            – To po co do mnie dzwoniłeś? – spytał w końcu Peter.
            – Chciałem wykorzystać trochę twojej słodkiej troski – Jared uśmiechnął się niewinnie. – I to, że masz prawo jazdy.
            Peter przewrócił oczami i odpalił silnik.
            – Nigdy więcej nie będę cię zapewniał o mojej słodkiej trosce – powiedział wyjeżdżając z parkingu. – To dokąd, kapitanie?
            – Do najbliższego baru z ciepłym jedzeniem – odpowiedział Jared. – Jeszcze chwila, a mój żołądek pożre sam siebie.
            Cassidy nie była teraz ważna. Właściwie to Jared był na nią zły. Gdy dziewczyna wróci do domu, rozpęta się kolejna kłótnia, a on wiedział jak ciotka Sabina potrafi się ostro awanturować. Dlaczego Cassidy w ogóle wyszła z domu? Nie mogła usiedzieć na czterech literach i nie psuć mu dnia? Przecież nie utrzymywał z nią szczególnie bliskiego kontaktu, byli po prostu znajomymi, którzy spotykają się w święta i okazjonalnie rozmawiają na przerwach. Nawet ciotka Sabina nie specjalnie go lubiła, więc dlaczego po ucieczce jej córki zwróciła się do niego?
            Poczuł w żołądku skurcz głodu i oparł brodę na łokciu.
            Cassidy nie była teraz ważna, powtórzył w myślach.

۞

A jednak na drugi dzień Cassidy dalej nie wracała, więc policja przyjęła w końcu zgłoszenie. Właściwie to zrobili to samo co wcześniej Jared – przepytali bliskie osoby z jej otoczenia, przeszukali miejsca w których była czasem widziana, jednak w dalszym ciągu bezskutecznie. Ciotka Sabina i wujek Chris cały czas chodzili spięci, jednak przy ludziach nie okazywali jak bardzo boją się o córkę. Jared starał nie pokazywać im się na oczy, od kiedy dostał dosyć ostry policzek, gdy poinformował ich o prawdopodobnym zaginięciu Cassidy.
            Nawet jego matka miała przed oczami najczarniejsze scenariusze. Patricia miała to do siebie, że zawsze w chwilach zdenerwowania nie mogła przestać mówić, więc Jared zjadł śniadanie, słuchając opowieści żywcem wyjętych z hollywoodzkich horrorów. W sumie, gdyby spisał wszystko co mówiła jego matka, mogłoby to zostać niezłym kinowym hitem.
            Policjanci nie mogli trafić na żaden ślad, więc zdecydowali, że trzeba będzie puścić informację o zaginięciu w wiadomościach. Poprosili o zdjęcia, informacje na temat ubioru i tym podobne. Cassidy wybiegła z domu w cienkim sweterku. Jared wzdrygnął się, patrząc za okno i zastanawiał się jak to było możliwe.
            Kolejnego dnia od ucieczki Cassidy, Jared był już zmęczony. Patricia cały czas ciągnęła go do domu Sabiny i Chrisa, więc spędzał czas na patrzeniu jak jego ciotka nie może nalać herbaty do kubka, gdy za bardzo trzęsły jej się ręce. Może i nie przepadali za sobą, jednak ścisnęło go coś w brzuchu, gdy Sabina po raz trzeci dzisiaj wybuchła płaczem.
            Poza tym, cały czas miał wrażenie jakby miała do niego żal o to, że nie znalazł jej córki. Tylko niby jak miał to zrobić? Był jedynie rok starszy od Cassidy, na pewno nie zdziałałby więcej niż policja.
            Wieczorem usiadł przed komputerem i westchnął. Ogłoszenia internetowe nigdy nie były zbyt skuteczne, ale warto było spróbować. Udostępnił jej zdjęcia na facebooku i kilku innych portalach z prośbą o pomoc, jednak jedyne co zyskał to zszokowane komentarze znajomych typu „O nie! Mam nadzieje, że ją znajdą”, „Rany, taka szkoda!” albo kompletnie idiotyczne wypowiedzi jak „Haha, kretyni, ona nie zaginęła. Widziałem ją tydzień temu w sklepie”. Cóż, internet nie był czymś pomocnym. Jednak najbardziej denerwowały go wirtualne znicze stawiane pod tymi postami. Ludzie uważali, że już jest martwa? No bez jaj!
            Zaciskał w takich momentach pięści, przypominając sobie, że zwykle jest dosyć spokojnym człowiekiem, który nie wyrzuca monitorów przez okna. Tylko to powstrzymywało go od zniszczenia własnego sprzętu.
            Gdy nadszedł wtorek, postanowił zaangażować Petera w poszukiwania. Sabina chciała, żeby rozwiesił kilka kartek powiadamiających o zaginięciu Cassidy w paru widocznych miejscach. Dziwnie się czuł gdy przyklejał zdjęcia kuzynki do szyby na przystanku, zupełnie jakby to potwierdzało jej zniknięcie. A przecież ona miała wrócić, prawda? Wszyscy przejmowali się jej ucieczką jak nie wiadomo czym. Skoro uciekła, to wróci, koniec tematu. Nie?

۞

– Gdzie ona, do diabła jest?! – warknął po raz któryś, dzisiejszego dnia. – Jak można być taką debilką i zgubić się we własnym mieście?
            Peter spojrzał na niego z nad kubka kawy.
            – Myślałem, że nie chciałeś się tym przejmować. – powiedział. – I uspokój się, ludzie zaczynają się na nas gapić.
            Siedzieli właśnie w jednej z przydrożnych restauracji o wdzięcznej nazwie Coffee Race. Peter, po kilku godzinach jazdy musiał zatankować i oboje ucieszyli się na widok knajpy, stojącej kawałek od stacji benzynowej. Jared nie czuł się dobrze       z myślą, że wykorzystuje paliwo i pieniądze przyjaciela, jednak przemilczał to, bądź co bądź uważając sprawę Cassidy za ważniejszą.
            – Bo się nie przejmuję – odpowiedział Jared. – Ale dopóki jej nie znajdą mam zepsute ferie, więc wolałbym, żeby w końcu to zrobili.
            – A na jakim etapie jest policja?
            Jared westchnął. Dzisiaj rano komendant zadzwonił do wujka Chrisa i stwierdził, że sprawa jest poważna i zaczną przeszukiwanie lasów i pól. Mówił, że Cassidy mogła zabłądzić i zrobią wszystko co mogą, żeby pomóc jej wrócić do domu. Ciotka Sabina przepłakała cały wieczór.
            – Nic nie znaleźli – mruknął Jared. Wyciągnął z kieszeni zdjęcie Cassidy. Przedstawiało ładną piętnastolatkę z blond włosami, jednak nie tak jasnymi jak Petera. Właściwie to nikt nie miał ich tak jasnych jak Peter – jego były białe. Włosy Cassidy podchodziły raczej pod słoneczną żółć, pasującą do błękitnego koloru jej oczu. Dziewczyna na zdjęciu była uśmiechnięta i jakby nie patrzeć, naprawdę ładna.
            Podniósł do ust kubek z kawą i przebiegł spojrzeniem po sali, rozmyślając o Cassidy. Fotografia została zrobiona w poprzednie lato, gdy razem z nią, Charlotte i Justinem pojechali rowerami nad jezioro znajdujące się w środku lasu. W sumie całkiem często tam przyjeżdżali, głównie po to żeby się wykąpać, ale czasami tylko po prostu posiedzieć nad wodą.
            Nagle w głowie Jareda zapaliła się czerwona lampka. Czy policjanci tam byli? Mieli przeszukać las, ale… Nie, na pewno nie wiedzieli o tym miejscu.
            Ekscytacja Jareda przygasła w tym samym momencie w którym jego wzrok prześlizgnął się po wielkim oknie, wstawionym w ścianę restauracji. Było z niego widać parking, a na nim kilku gości krążących wokół samochodów. Zmarszczył brwi i kopnął blondyna pod stołem.
            – Peter? – spytał, kiwając podbródkiem w odpowiednią stronę. – Co oni robią z twoim autem?
            Chłopak również zerknął w tamtą stronę, a jego oczy w jednej sekundzie zwęziły się groźnie.
            – Co?! – warknął, zrywając się na równe nogi. – Czekaj tu – polecił mu  i pobiegł w stronę drzwi.
            Jaredowi mimowolnie zrobiło się żal mężczyzn, mimo że właśnie ewidentnie zostawili właśnie wielką rysę na masce samochodu, gdy nie udało im się go otworzyć. Nawet on nie lubił stawać oko w oko ze wściekłym Peterem, który samym słowem potrafił praktycznie zabić człowieka.
            Gdy usłyszał nad uchem czyiś głos, oderwał gwałtownie wzrok od okna i spojrzał na wysoką kelnerkę. Była młoda i lekko pulchna, a mimo to została wciśnięta w obcisły czerwony strój z niebieskim fartuchem. W ręce trzymała notatnik i spoglądała na niego wyczekująco.
            – Możesz powtórzyć? – zapytał.
            Dziewczyna wyglądała jakby powstrzymywała się przed westchnięciem.
            – Kawy, herbaty?
            Jared spojrzał na nią.
– Nie, dziękuję – powiedział bardziej przytomnie. – Już zamawialiśmy.
            – Wiem – odpowiedziała tylko. – Kawy, herbaty? – powtórzyła.
            – Już mówiłem, nie, dziękuję.
            – Coś do jedzenia?
            – Obejdzie się – odparł, spoglądając na nią z uniesioną brwią.
            – Na pewno nic do picia?
            – O co ci chodzi? – zirytował się Jared.
            – Kawy, herbaty?
            Jared otworzył usta i zaraz je zamknął. Co za namolna kobieta! Wziął oddech podejrzewając, że inaczej tego szybciej nie skończy.
            – Poproszę kawę – powiedział z rezygnacją.
            Kelnerka uśmiechnęła się niewinnie.
            – Cieszę się, że się zrozumieliśmy.
            Zapisała coś w notatniku i wyciągnęła rękę po pieniądze. Jared westchnął i zaczął szukać portfela.
            W między czasie kelnerka podniosła ze stołu zdjęcie i zaczęła mu się przypatrywać.
            – To twoja dziewczyna? – spytała przekrzywiając fotografię.
            Jared spojrzał na nią dziwnie. Nie podobało mu się, że obca kobieta trzymała jego zdjęcie Cassidy.
            – Kuzynka – odpowiedział zwięźle i podał jej pieniądze.
            – Musi być bardzo popularna – powiedziała kelnerka.
            – Czemu tak myślisz? – zapytał Jared.
            – Już raz mnie ktoś o nią pytał.
            Chłopak zmarszczył brwi.
            – Kiedy?
            Kelnerka zamyśliła się.
            – Całkiem nie dawno. To był mój pierwszy dzień w pracy.
            – Blondyn? – spytał rozczarowany. To musiał być Peter, w końcu kto inny wiedział o zaginięciu Cassidy parę dni wcześniej?
            Dziewczyna przekrzywiła głowę.
            – Nie. To zapamiętałam, miał ostro czerwony odcień farby do włosów – uśmiechnęła się.
            Jared zamarł.
            – O co cię pytał? – zapytał szybko.
            – Nic wielkiego. Pytał czy tu przychodzi, a ja odpowiedziałam, że nie wiem. Przecież powiedziałam, że to był mój pierwszy dzień!
            Jared złapał ją za dłoń.
            – Jak wyglądał? – serce przyśpieszyło mu odrobinę.
            Kelnerka skrzywiła się.
            – Nie powinnam…
            – To ważne – powiedział Jared. – Cokolwiek pamiętasz, powiedz mi, okej?
            – A po co ci to? Ta dziewczyna została porwana, czy co? – zaśmiała się kobieta.
            – Niewykluczone.
            Kelnerka spojrzała na niego z otwartymi ustami. Twarzy Jareda nie opuszczał wyraz determinacji i miał nadzieję, że jest to jasne dla dziewczyny stojącej przed nim.
            – Ja… Myślę, że jest na taśmach z monitoringu – powiedziała nieśmiało.
            – Masz do nich dostęp? – zapytał Jared.
            Kelnerka uśmiechnęła się dumnie.
            – To lokal mojego brata. Chodź.
            Nie mogąc w to uwierzyć, poszedł za dziewczyną na zaplecze. Nie rozumiał dlaczego mu pomagała, ale postanowił z tego skorzystać. Chwilę później uderzyły go pikantne zapachy dochodzące z kuchni gdy zniknęli na zapleczu, jednak kelnerka poprowadziła go w inną stronę. Wyciągnęła klucze i pogrzebała chwilę w zamku małych szarych drzwi, a potem pociągnęła go do środka.
            Jared miał okazję zobaczyć „centrum dowodzenia” stacji benzynowej i kawiarni, ponieważ na ekranach zaczepione były widoki z kamer zawieszonych w okolicy. W środku znajdowało się dużo komputerów, a kable odchodziły w każdą stronę. Kelnerka zamieniła słowo z siedzącym po drugiej stronie pomieszczenia mężczyzną i wróciła do niego. Dopiero gdy kazała mu się zbliżyć, zobaczył małą tabliczkę z napisem „Jane Caseley” na piersi.
            – Mam! Patrz – uśmiechnęła się.
            Na monitorze wyświetlone było teraz wnętrze sali z której przed chwilą wyszli. Obraz był czarnobiały, jednak nie musiał narzekać na jakość. Dokładnie widział ludzi zamawiających jedzenie i siedzących przy stolikach. Jane zaczęła przewijać nagranie, a na ekranie zaczęły się pojawiać jakieś okienka. W rogu zauważył datę i mógł stwierdzić, że nagranie jest z przed tygodnia.
            – Który to? – zapytał Jared.
            – Po lewej, siedzi przy barze.
            Zmarszczył brwi. Spory facet był odwrócony do niego bokiem, więc mógł zobaczyć, że na pewno nie jest małolatem. Jego włosy w czarnobiałym monitorze, prawie sięgały ramion. Był ubrany zwyczajnie – zwykłą czarną kurtkę i jeansy, więcej Jared nie był w stanie zobaczyć. Chwilę potem podeszła do tego faceta Jane i pewnie zaczęła mu zadawać swoje standardowe pytania.
            – Przewiń kawałek – poprosił Jared.
            Jane wykonała polecenie, podobnie jak następne „Zatrzymaj!”
            Wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie mężczyźnie. Dziewczyna kliknęła „stop” w idealnym momencie, więc mógł zobaczyć pełny profil faceta. Skrzywił się, gdy pomyślał, że ktoś taki może mieć jakikolwiek związek z jego kuzynką.
            – Przyda się – powiedział do kelnerki. – Muszę już iść.
            Jane kiwnęła głową, więc Jared ruszył pośpiesznie w stronę drzwi. Gdy tylko położył rękę na klamce, kelnerka zatrzymała go.
            – Poczekaj! – krzyknęła i sekundę potem uspokoiła swój głos. – Czy… Może dałbyś mi swój numer… czy coś?
            Jared patrzył zaskoczony na zarumienioną kelnerkę.
            – Może innym razem – powiedział krótko i pobiegł szukać Petera.

۞

Sprawa Cassidy z każdym dniem stawała się coraz bardziej przerażająca dla jej rodziców. Ciotka Sabina wyglądała koszmarnie. Cienie pod jej oczami były bardzo mocno widoczne, miała sporo napadów paniki. Oprócz nich, przestała robić cokolwiek. Wujek Chris wręcz przeciwnie, kipiało w nim od determinacji. Spędzał dnie na chodzeniu po mieście i pytaniu ludzi o jego córkę i nawet mimo setnej negatywnej odpowiedzi nie poddawał się, jakby ktoś miał za chwilę powiedzieć „Oczywiście, że ją widziałem. Siedzi u mnie w domu!”
            Jared nie miał okazji wyrwać się nad jezioro z racji, że prawie cały czas siedział przy Sabinie i Chrisie. Z Peterem rozmawiał tylko przez telefon, jednak i on miał ostatnio dużo spraw na głowie, przez co nie mogli się spotkać.
            Zdjęcia Cassidy były pokazywane prawie w każdych wiadomościach, a Jared miał wrażenie, że z każdej strony otacza go jej twarz. Zupełnie jakby go prześladowała, patrzyła na niego z tym swoim szczęśliwym uśmiechem, a jednak jej oczy były pełne wyrzutu. Jareda powoli zaczynało otaczać irracjonalne poczucie winy i zaciskał zęby za każdym razem gdy przechodził koło zdjęcia dziewczyny. Czuł jakby Cassidy była na niego zła, a jednocześnie naśmiewała się z niego. Z tego, że nie potrafi jej znaleźć.
            Ale czy ktoś mówił, że nie próbował? Próbował! Cały czas! W piątek, chociażby. Wieczorem wrócił cały w przydrożnym błocie i mokry od topniejącego, brudnego śniegu. Chciał pomóc policji i przeszukać las, nawet nie przestraszył się lisów które tam buszowały. Jednak z wielkim dzikiem nie poszło tak łatwo, przez co prawie został przejechany przez auto, gdy wybiegł spanikowany na drogę.
            Gdy nadeszła niedziela, ciotka Sabina nie wytrzymała. Gdy tylko przekroczył próg domu, żeby zanieść jej kilka konfitur roboty jego matki, jego uszy ugodził krzyk zrozpaczonej ciotki. Przez następne minuty patrzył skonfundowany jak Sabina wydziera się na niego. Krzyczała wiele paskudnych rzeczy, między innymi to, że obwinia go za zniknięcie Cassidy. Wujek Chris siedział w fotelu z zamkniętymi oczami, jakby cała pozytywna energia z przed kilku dni z niego wyparowała.
            – Ciociu… – westchnął, jednak zaraz po tym nadeszła kolejna fala wrzasków.
            – Przestań! Po prostu zamknij się! - krzyknęła znowu Sabina. Jared mógłby przysiąc, że jeszcze chwila, a jej ust zacznie się toczyć piana. - Nic mnie już nie obchodzi, po prostu…
            – Ciociu, musisz się uspokoić – powiedział delikatnie.
            Sabina jedynie zacisnęła powieki i złapała się za głowę.
            – Nie, nie, nie! Zniknęła! Przez ciebie! Zamknij się!
            Jared poczuł jakby coś zaciskało się wokół jego żołądka. Ciotka Sabina, ze swoimi rozczochranymi włosami i bladą twarzą, wyglądała jak opętana.
            – Mówiłam jej! Mówiłam!
            – Cassidy wróci – powiedział Jared. – Znajdziemy ją.
            – Nie! Nie wymawiaj jej imienia! Ona o tobie mówiła, a teraz jej nie ma!
            Chłopak spojrzał na Sabinę zaskoczony.
            – Co takiego? Co o mnie mówiła?
            – Wynoś się stąd! – krzyknęła Sabina. – Wynoś się!
            – Jared – odezwał się zza niej wujek Chris. Miał zmęczony głos, zupełnie jakby nie spał od kilku dni. – Lepiej będzie jeśli wyjdziesz.
            Jared spojrzał na mężczyznę, a po chwili z powrotem na ciotkę, która dalej krzyczała coś w szale. W końcu cisnął zdenerwowany reklamówki które trzymał w ręce o podłogę.
            Na zewnątrz wyciągnął telefon i wystukał znany mu numer.
            – Peter – odezwał się, a jego głos brzmiał stanowczo. – Jak dużą darzysz mnie tą słodką troską?

1 komentarz: