Jared
był wkurzony.
Nie zdenerwowany i nie zirytowany.
Nie tysiące-innych-synonimów, Jared był najzwyczajniej ostro wkurzony.
A zwykle można było o nim powiedzieć
wiele zupełnie innych rzeczy. Potrafił być spokojny, jeśli tego wymagała
sytuacja. Był cierpliwy, umiał chłodno ocenić swoje położenie, dopiero potem
działać. Rzadko się denerwował, można powiedzieć, że pod tym względem
całkowicie różnił się od swoich zbuntowanych rówieśników.
Dlatego swój aktualny stan
usprawiedliwiał wieloma godzinami, spędzonymi na chodzeniu tam i z powrotem po
całym mieście. Dzięki temu, że trwały jeszcze ferie zimowe, mógł śmiało
powiedzieć, że był na nogach cały dzień. W końcu wyszedł rano, a teraz znowu
zaczęło się ściemniać. Był głodny i zmęczony, a na dodatek miał wrażenie, że
obie dolne kończyny nadają się już tylko do amputacji.
Dopiero gdy znalazł się na parkingu
przy małym supermarkecie, zatrzymał się. Gdyby nie to, że był ostro wkurzony pewnie uśmiechnąłby się na
widok granatowego citroëna, który właśnie zahamował parę metrów od niego. Teraz
po prostu otworzył drzwi pasażera i wepchnął się bezceremonialnie do środka.
– Ty jesteś jakimś idiotą? – warknął
w stronę kierowcy. – Dziesięć razy do ciebie dzwoniłem!
– Nie bulwersuj się – uśmiechnął się
Peter. – Podobno robią się od tego zmarszczki.
Jared prychnął, obrzucając kolegę
krytycznym wzrokiem. Jego prawie białe włosy były roztrzepane w każdą stronę,
jakby dopiero wstał, a na twarzy miał pełno brudnych smug, co nadawało mu
wygląd górnika. Właściwie, to Peter zawsze tak wyglądał, a Jared nigdy nie mógł
tego zrozumieć. Znał wielu chłopaków z fascynacją do motoryzacji, ale oni nigdy
nie wyglądali jak Peter.
– Zamontujesz sobie w końcu kiedyś
prysznic? – zadrwił Jared.
Mimo brudu w błękitnych oczach
Petera, wciąż błyszczało rozbawienie.
– Mam prysznic, czyściochu. – odparł
chłopak. – Motor mi nawalił i jeszcze nie wiem czemu, a ty, jak już
wspomniałeś, dzwoniłeś do mnie dziesięć razy.
– Zaraz wciśniesz mi kit o twojej
słodkiej trosce? – spytał Jared.
Peter zaśmiał się.
– Skoro nie chcesz, to nie. O co ci
właściwie chodziło?
– Mam misję – wywrócił oczami Jared
i opuścił samochodowe lusterko. Przyglądał się przez sekundę swojemu zmęczonemu
odbiciu i stwierdził, że nie wygląda wiele lepiej niż Peter. Przeczesał dłonią
czarne włosy i postarał się przybrać wyraz twarzy, który nie świadczył o tym,
że zaraz zaśnie. Mimo to jego zielone tęczówki pozostały przygaszone. – Moja
kuzynka uciekła z domu, każą mi ją znaleźć.
– Czemu tobie? – zapytał Peter. –
Takich spraw nie zgłasza się na policję?
Jared wzruszył ramionami.
– Nie wiem. Sprawdziłem domy jej
przyjaciółek, ale nie widziały jej.
– Albo tylko ci tak powiedziały – wtrącił
Peter.
– Może – jęknął Jared. – Osobiście
sądzę, że świat byłby lepszy bez tej całej babskiej solidarności.
Jego przyjaciel uśmiechnął się z
politowaniem.
– Kto ci kazał ją znaleźć?
– Jej rodzice, moja matka, wszyscy.
Człowieku, szukałem chyba w każdym miejscu w którym kiedyś z nią byłem i nic!
Gdzie chodzą zbuntowane nastolatki?
– Wiesz chociaż o co poszło?
Jared przymknął oczy.
– Nie. Raczej nie. Wtedy mnie to nie
obchodziło!
– I kto tu jest idiotą?
Westchnął zirytowany. Czemu
piętnastolatki nie mogły funkcjonować jak każdy inny człowiek? Gdyby Cassidy
pomyślała przez chwilę logicznie, wiedziałaby, że ucieczka nic jej nie da, a
jedynie wywoła większe zamieszanie. Prędzej czy później wróci do domu, bo jakie
miała wyjście? Zamarznąć na ulicy? Prawda, śniegu nie było, jednak na dworze
utrzymywała się niska temperatura, w której nikt bez kurtki czy płaszcza by nie
wytrzymał. Dlatego Jared nie przejmował się tym incydentem, sam kiedyś wybiegł
wściekły z domu, ale zanim doszedł do bramki, stchórzył i zawrócił. W końcu
wróci i Cassidy.
– To po co do mnie dzwoniłeś? –
spytał w końcu Peter.
– Chciałem wykorzystać trochę twojej
słodkiej troski – Jared uśmiechnął się niewinnie. – I to, że masz prawo jazdy.
Peter przewrócił oczami i odpalił
silnik.
– Nigdy więcej nie będę cię
zapewniał o mojej słodkiej trosce – powiedział wyjeżdżając z parkingu. – To
dokąd, kapitanie?
– Do najbliższego baru z ciepłym
jedzeniem – odpowiedział Jared. – Jeszcze chwila, a mój żołądek pożre sam
siebie.
Cassidy nie była teraz ważna.
Właściwie to Jared był na nią zły. Gdy dziewczyna wróci do domu, rozpęta się
kolejna kłótnia, a on wiedział jak ciotka Sabina potrafi się ostro awanturować.
Dlaczego Cassidy w ogóle wyszła z domu? Nie mogła usiedzieć na czterech
literach i nie psuć mu dnia? Przecież nie utrzymywał z nią szczególnie
bliskiego kontaktu, byli po prostu znajomymi, którzy spotykają się w święta i
okazjonalnie rozmawiają na przerwach. Nawet ciotka Sabina nie specjalnie go
lubiła, więc dlaczego po ucieczce jej córki zwróciła się do niego?
Poczuł w żołądku skurcz głodu i
oparł brodę na łokciu.
Cassidy nie była teraz ważna,
powtórzył w myślach.
۞
A
jednak na drugi dzień Cassidy dalej nie wracała, więc policja przyjęła w końcu
zgłoszenie. Właściwie to zrobili to samo co wcześniej Jared – przepytali
bliskie osoby z jej otoczenia, przeszukali miejsca w których była czasem
widziana, jednak w dalszym
ciągu bezskutecznie. Ciotka Sabina i wujek Chris cały czas chodzili spięci,
jednak przy ludziach nie okazywali jak bardzo boją się o córkę. Jared starał
nie pokazywać im się na oczy, od kiedy dostał dosyć ostry policzek, gdy
poinformował ich o prawdopodobnym zaginięciu Cassidy.
Nawet jego matka miała przed oczami
najczarniejsze scenariusze. Patricia miała to do siebie, że zawsze w chwilach
zdenerwowania nie mogła przestać mówić, więc Jared zjadł śniadanie, słuchając
opowieści żywcem wyjętych z hollywoodzkich horrorów. W sumie, gdyby spisał
wszystko co mówiła jego matka, mogłoby to zostać niezłym kinowym hitem.
Policjanci nie mogli trafić na żaden
ślad, więc zdecydowali, że trzeba będzie puścić informację o zaginięciu w
wiadomościach. Poprosili o zdjęcia, informacje na temat ubioru i tym podobne.
Cassidy wybiegła z domu w cienkim sweterku. Jared wzdrygnął się, patrząc za
okno i zastanawiał się jak to było możliwe.
Kolejnego dnia od ucieczki Cassidy,
Jared był już zmęczony. Patricia cały czas ciągnęła go do domu Sabiny i Chrisa,
więc spędzał czas na patrzeniu jak jego ciotka nie może nalać herbaty do kubka,
gdy za bardzo trzęsły jej się ręce. Może i nie przepadali za sobą, jednak
ścisnęło go coś w brzuchu, gdy Sabina po raz trzeci dzisiaj wybuchła płaczem.
Poza tym, cały czas miał wrażenie
jakby miała do niego żal o to, że nie znalazł jej córki. Tylko niby jak miał to
zrobić? Był jedynie rok starszy od Cassidy, na pewno nie zdziałałby więcej niż
policja.
Wieczorem usiadł przed komputerem i
westchnął. Ogłoszenia internetowe nigdy nie były zbyt skuteczne, ale warto było
spróbować. Udostępnił jej zdjęcia na facebooku i kilku innych portalach z
prośbą o pomoc, jednak jedyne co zyskał to zszokowane komentarze znajomych typu
„O nie! Mam nadzieje, że ją znajdą”, „Rany, taka szkoda!” albo kompletnie
idiotyczne wypowiedzi jak „Haha, kretyni, ona nie zaginęła. Widziałem ją
tydzień temu w sklepie”. Cóż, internet nie był czymś pomocnym. Jednak
najbardziej denerwowały go wirtualne znicze stawiane pod tymi postami. Ludzie
uważali, że już jest martwa? No bez jaj!
Zaciskał w takich momentach pięści,
przypominając sobie, że zwykle jest dosyć spokojnym człowiekiem, który nie
wyrzuca monitorów przez okna. Tylko to powstrzymywało go od zniszczenia
własnego sprzętu.
Gdy nadszedł wtorek, postanowił
zaangażować Petera w poszukiwania. Sabina chciała, żeby rozwiesił kilka kartek
powiadamiających o zaginięciu Cassidy w paru widocznych miejscach. Dziwnie się
czuł gdy przyklejał zdjęcia kuzynki do szyby na przystanku, zupełnie jakby to
potwierdzało jej zniknięcie. A przecież ona miała wrócić, prawda? Wszyscy
przejmowali się jej ucieczką jak nie wiadomo czym. Skoro uciekła, to wróci,
koniec tematu. Nie?
۞
–
Gdzie ona, do diabła jest?! – warknął po raz któryś, dzisiejszego dnia. – Jak
można być taką debilką i zgubić się we własnym mieście?
Peter spojrzał na niego z nad kubka
kawy.
– Myślałem, że nie chciałeś się tym
przejmować. – powiedział. – I uspokój się, ludzie zaczynają się na nas gapić.
Siedzieli właśnie w jednej z
przydrożnych restauracji o wdzięcznej nazwie Coffee Race. Peter, po kilku
godzinach jazdy musiał zatankować i oboje ucieszyli się na widok knajpy,
stojącej kawałek od stacji benzynowej. Jared nie czuł się dobrze z myślą, że wykorzystuje paliwo i
pieniądze przyjaciela, jednak przemilczał to, bądź co bądź uważając sprawę
Cassidy za ważniejszą.
– Bo się nie przejmuję –
odpowiedział Jared. – Ale dopóki jej nie znajdą mam zepsute ferie, więc
wolałbym, żeby w końcu to zrobili.
– A na jakim etapie jest policja?
Jared westchnął. Dzisiaj rano
komendant zadzwonił do wujka Chrisa i stwierdził, że sprawa jest
poważna i zaczną przeszukiwanie lasów i pól. Mówił, że Cassidy mogła zabłądzić
i zrobią wszystko co mogą, żeby pomóc jej wrócić do domu. Ciotka Sabina
przepłakała cały wieczór.
– Nic nie znaleźli – mruknął Jared.
Wyciągnął z kieszeni zdjęcie Cassidy. Przedstawiało ładną piętnastolatkę z blond
włosami, jednak nie tak jasnymi jak Petera. Właściwie to nikt nie miał ich tak
jasnych jak Peter – jego były białe.
Włosy Cassidy podchodziły raczej pod słoneczną żółć, pasującą do błękitnego
koloru jej oczu. Dziewczyna na zdjęciu była uśmiechnięta i jakby nie patrzeć,
naprawdę ładna.
Podniósł do ust kubek z kawą i
przebiegł spojrzeniem po sali, rozmyślając o Cassidy. Fotografia została
zrobiona w poprzednie lato, gdy razem z nią, Charlotte i Justinem pojechali rowerami nad
jezioro znajdujące się w środku lasu. W sumie całkiem często tam przyjeżdżali,
głównie po to żeby się wykąpać, ale czasami tylko po prostu posiedzieć nad
wodą.
Nagle w głowie Jareda zapaliła się
czerwona lampka. Czy policjanci tam byli? Mieli przeszukać las, ale… Nie, na
pewno nie wiedzieli o tym miejscu.
Ekscytacja Jareda przygasła w tym
samym momencie w którym jego wzrok prześlizgnął się po wielkim oknie,
wstawionym w ścianę restauracji. Było z niego widać parking, a na nim kilku
gości krążących wokół samochodów. Zmarszczył brwi i kopnął blondyna pod
stołem.
– Peter? – spytał, kiwając
podbródkiem w odpowiednią stronę. – Co oni robią z twoim autem?
Chłopak również zerknął w tamtą
stronę, a jego oczy w jednej sekundzie zwęziły się groźnie.
– Co?! – warknął, zrywając się na
równe nogi. – Czekaj tu – polecił mu i pobiegł w stronę drzwi.
Jaredowi mimowolnie zrobiło się żal
mężczyzn, mimo że właśnie ewidentnie zostawili właśnie wielką rysę na masce
samochodu, gdy nie udało im się go otworzyć. Nawet on nie lubił stawać oko w
oko ze wściekłym Peterem, który samym słowem potrafił praktycznie zabić
człowieka.
Gdy usłyszał nad uchem czyiś głos,
oderwał gwałtownie wzrok od okna i spojrzał na wysoką
kelnerkę. Była młoda i lekko pulchna, a mimo to została wciśnięta w obcisły
czerwony strój z niebieskim fartuchem. W ręce trzymała notatnik i spoglądała na niego wyczekująco.
– Możesz powtórzyć? – zapytał.
Dziewczyna wyglądała jakby powstrzymywała
się przed westchnięciem.
– Kawy, herbaty?
Jared spojrzał na nią.
– Nie, dziękuję – powiedział bardziej
przytomnie. – Już zamawialiśmy.
– Wiem – odpowiedziała tylko. –
Kawy, herbaty? – powtórzyła.
– Już mówiłem, nie, dziękuję.
– Coś do jedzenia?
– Obejdzie się – odparł, spoglądając
na nią z uniesioną brwią.
– Na pewno nic do picia?
– O co ci chodzi? – zirytował się
Jared.
– Kawy, herbaty?
Jared otworzył usta i zaraz je
zamknął. Co za namolna kobieta! Wziął oddech podejrzewając, że inaczej tego
szybciej nie skończy.
– Poproszę kawę – powiedział z
rezygnacją.
Kelnerka uśmiechnęła się niewinnie.
– Cieszę się, że się zrozumieliśmy.
Zapisała coś w notatniku i
wyciągnęła rękę po pieniądze. Jared westchnął i zaczął szukać portfela.
W między czasie kelnerka podniosła
ze stołu zdjęcie i zaczęła mu się przypatrywać.
– To twoja dziewczyna? – spytała
przekrzywiając fotografię.
Jared spojrzał na nią dziwnie. Nie
podobało mu się, że obca kobieta trzymała jego zdjęcie Cassidy.
– Kuzynka – odpowiedział zwięźle i
podał jej pieniądze.
– Musi być bardzo popularna –
powiedziała kelnerka.
– Czemu tak myślisz? – zapytał
Jared.
– Już raz mnie ktoś o nią pytał.
Chłopak zmarszczył brwi.
– Kiedy?
Kelnerka zamyśliła się.
– Całkiem nie dawno. To był mój
pierwszy dzień w pracy.
– Blondyn? – spytał rozczarowany. To
musiał być Peter, w końcu kto inny wiedział o zaginięciu Cassidy parę dni
wcześniej?
Dziewczyna przekrzywiła głowę.
– Nie. To zapamiętałam, miał ostro
czerwony odcień farby do włosów – uśmiechnęła się.
Jared zamarł.
– O co cię pytał? – zapytał szybko.
– Nic wielkiego. Pytał czy tu
przychodzi, a ja odpowiedziałam, że nie wiem. Przecież powiedziałam, że to był
mój pierwszy dzień!
Jared złapał ją za dłoń.
– Jak wyglądał? – serce
przyśpieszyło mu odrobinę.
Kelnerka skrzywiła się.
– Nie powinnam…
– To ważne – powiedział Jared. –
Cokolwiek pamiętasz, powiedz mi, okej?
– A po co ci to? Ta dziewczyna
została porwana, czy co? – zaśmiała się kobieta.
– Niewykluczone.
Kelnerka spojrzała na niego z
otwartymi ustami. Twarzy Jareda nie opuszczał wyraz determinacji i miał
nadzieję, że jest to jasne dla dziewczyny stojącej przed nim.
– Ja… Myślę, że jest na taśmach z
monitoringu – powiedziała nieśmiało.
– Masz do nich dostęp? – zapytał
Jared.
Kelnerka uśmiechnęła się dumnie.
– To lokal mojego brata. Chodź.
Nie mogąc w to uwierzyć, poszedł za
dziewczyną na zaplecze. Nie rozumiał dlaczego mu pomagała, ale postanowił z
tego skorzystać. Chwilę później uderzyły go pikantne zapachy dochodzące z
kuchni gdy zniknęli na zapleczu, jednak kelnerka poprowadziła go w inną stronę.
Wyciągnęła klucze i pogrzebała chwilę w zamku małych szarych drzwi, a potem
pociągnęła go do środka.
Jared miał okazję zobaczyć „centrum
dowodzenia” stacji benzynowej i kawiarni, ponieważ na
ekranach zaczepione były widoki z kamer zawieszonych w okolicy. W środku znajdowało się
dużo komputerów, a kable odchodziły w każdą stronę. Kelnerka zamieniła słowo z
siedzącym po drugiej stronie pomieszczenia mężczyzną i wróciła do niego.
Dopiero gdy kazała mu się zbliżyć, zobaczył małą tabliczkę z napisem „Jane
Caseley” na piersi.
– Mam! Patrz – uśmiechnęła się.
Na monitorze wyświetlone było teraz
wnętrze sali z której przed chwilą wyszli. Obraz był czarnobiały, jednak nie
musiał narzekać na jakość. Dokładnie widział ludzi zamawiających jedzenie i
siedzących przy stolikach. Jane zaczęła przewijać nagranie, a na ekranie
zaczęły się pojawiać jakieś okienka. W rogu zauważył datę i mógł stwierdzić, że
nagranie jest z przed tygodnia.
– Który to? – zapytał Jared.
– Po lewej, siedzi przy barze.
Zmarszczył brwi. Spory facet był
odwrócony do niego bokiem, więc mógł zobaczyć, że na pewno nie jest małolatem.
Jego włosy w czarnobiałym monitorze, prawie sięgały ramion. Był ubrany
zwyczajnie – zwykłą czarną kurtkę i jeansy, więcej Jared nie był w stanie
zobaczyć. Chwilę potem podeszła do tego faceta Jane i pewnie zaczęła mu zadawać
swoje standardowe pytania.
– Przewiń kawałek – poprosił Jared.
Jane wykonała polecenie, podobnie
jak następne „Zatrzymaj!”
Wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie
mężczyźnie. Dziewczyna kliknęła „stop” w idealnym momencie, więc mógł
zobaczyć pełny profil faceta. Skrzywił się, gdy pomyślał, że ktoś taki może
mieć jakikolwiek związek z jego kuzynką.
– Przyda się – powiedział do
kelnerki. – Muszę już iść.
Jane kiwnęła głową, więc Jared
ruszył pośpiesznie w stronę drzwi. Gdy tylko położył rękę na klamce, kelnerka
zatrzymała go.
– Poczekaj! – krzyknęła i sekundę
potem uspokoiła swój głos. – Czy… Może dałbyś mi swój numer… czy coś?
Jared patrzył zaskoczony na
zarumienioną kelnerkę.
– Może innym razem – powiedział
krótko i pobiegł szukać Petera.
۞
Sprawa
Cassidy z każdym dniem stawała się coraz bardziej przerażająca dla jej
rodziców. Ciotka Sabina wyglądała koszmarnie. Cienie pod jej oczami były bardzo
mocno widoczne, miała sporo napadów paniki. Oprócz nich, przestała robić
cokolwiek. Wujek Chris wręcz przeciwnie, kipiało w nim od determinacji. Spędzał
dnie na chodzeniu po mieście i pytaniu ludzi o jego córkę i nawet mimo setnej
negatywnej odpowiedzi nie poddawał się, jakby ktoś miał za chwilę powiedzieć
„Oczywiście, że ją widziałem. Siedzi u mnie w domu!”
Jared nie miał okazji wyrwać się nad
jezioro z racji, że prawie cały czas siedział przy Sabinie i Chrisie. Z Peterem
rozmawiał tylko przez telefon, jednak i on miał ostatnio dużo spraw na głowie,
przez co nie mogli się spotkać.
Zdjęcia Cassidy były pokazywane
prawie w każdych wiadomościach, a Jared miał wrażenie, że z każdej strony
otacza go jej twarz. Zupełnie jakby go prześladowała, patrzyła na niego z tym
swoim szczęśliwym uśmiechem, a jednak jej oczy były pełne wyrzutu. Jareda
powoli zaczynało otaczać irracjonalne poczucie winy i zaciskał zęby za każdym
razem gdy przechodził koło zdjęcia dziewczyny. Czuł jakby Cassidy była na niego
zła, a jednocześnie naśmiewała się z niego. Z tego, że nie potrafi jej znaleźć.
Ale czy ktoś mówił, że nie próbował?
Próbował! Cały czas! W piątek, chociażby. Wieczorem wrócił cały w przydrożnym
błocie i mokry od topniejącego, brudnego śniegu. Chciał pomóc policji i
przeszukać las, nawet nie przestraszył się lisów które tam buszowały. Jednak z
wielkim dzikiem nie poszło tak łatwo, przez co prawie został przejechany przez
auto, gdy wybiegł spanikowany na drogę.
Gdy nadeszła niedziela, ciotka
Sabina nie wytrzymała. Gdy tylko przekroczył próg domu, żeby zanieść jej kilka
konfitur roboty jego matki, jego uszy ugodził krzyk zrozpaczonej ciotki. Przez
następne minuty patrzył skonfundowany jak Sabina wydziera się na niego.
Krzyczała wiele paskudnych rzeczy, między innymi to, że obwinia go za
zniknięcie Cassidy. Wujek Chris siedział w fotelu z zamkniętymi oczami, jakby
cała pozytywna energia z przed kilku dni z niego wyparowała.
– Ciociu… – westchnął, jednak zaraz
po tym nadeszła kolejna fala wrzasków.
– Przestań! Po prostu zamknij się! - krzyknęła znowu Sabina. Jared mógłby przysiąc, że jeszcze chwila, a jej ust zacznie się toczyć piana. - Nic mnie już nie obchodzi, po prostu…
– Ciociu, musisz się uspokoić –
powiedział delikatnie.
Sabina jedynie zacisnęła powieki i
złapała się za głowę.
– Nie, nie, nie! Zniknęła! Przez
ciebie! Zamknij się!
Jared poczuł jakby coś zaciskało się
wokół jego żołądka. Ciotka Sabina, ze swoimi rozczochranymi włosami i bladą
twarzą, wyglądała jak opętana.
– Mówiłam jej! Mówiłam!
– Cassidy wróci – powiedział Jared.
– Znajdziemy ją.
– Nie! Nie wymawiaj jej imienia! Ona
o tobie mówiła, a teraz jej nie ma!
Chłopak spojrzał na Sabinę zaskoczony.
– Co takiego? Co o mnie mówiła?
– Wynoś się stąd! – krzyknęła
Sabina. – Wynoś się!
– Jared – odezwał się zza niej wujek
Chris. Miał zmęczony głos, zupełnie jakby nie spał od kilku dni. – Lepiej
będzie jeśli wyjdziesz.
Jared spojrzał na mężczyznę, a po
chwili z powrotem na ciotkę, która dalej krzyczała coś w szale. W końcu cisnął
zdenerwowany reklamówki które trzymał w ręce o podłogę.
Na zewnątrz wyciągnął telefon i
wystukał znany mu numer.
– Peter – odezwał się, a jego głos
brzmiał stanowczo. – Jak dużą darzysz mnie tą słodką troską?
KOCHAM.
OdpowiedzUsuń